Po niemalże pięciu tygodniach pobytu w kraju, który odegrał tak znaczącą rolę we współczesnej historii, wracamy do domu.
Z tym większym żalem, że w obliczu trudnego do wymazania z pamięci niedawnego przecież konfliktu, niemalże wcale nie zaznaliśmy przykrości związanych z naszym "zachodnim" pochodzeniem.

Wręcz przeciwnie - kiedy przymkniemy oko na kilka zrozumiałych i wybaczalnych z perspektywy czasu przypadków podejmowania prób uczynienia z nas ofiar oszustw finansowych, zapamiętamy Wietnamczyków jako ludzi życzliwych i otwartych na świat.

Nasza podróż rozpoczęła się od komplikacji transportowych i na takich również się kończy. Kolejna "wpadka" Aerosvitu zaowocowała skasowaniem rezerwacji na samolot z Bangkoku do Warszawy.
Kto doświadczył podobnych przygód, zrozumie, że kiedy po odczekaniu dziesięciu godzin do odprawy okazuje się, iż brakuje dla nas miejsc, morale opada.
Sprawę tę należy wyjaśnić w biurze przewoźnika, które znajduje się w centrum miasta i otwarte zostanie po kolejnych pięciu godzinach oczekiwania.

Po wielu rozmowach telefonicznych i niezliczonych kilometrach przespacerowanych w hali terminala lotniska Suvarnabhumi, udaje się ustalić date wylotu na... trzy dni później.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - Bangkok to bardzo ciekawe, coraz czyściejsze i ładniejsze miasto. Nie mamy nic przeciwko nieplanowanemu przedłużeniu wakacji.

Znajdziemy również chwilę na zaimprowizowanie egzotycznej rewii mody.


Bangkok nocą wygląda niesamowicie. Zabytki architektury olśniewają starożytnym kunsztem i bogactwem wykonania, a nowoczesna struktura urbanistyczna oraz witalność tej azjatyckiej metropolii wywołują ogromne wrażenie.

W pobliżu wielopoziomowego węzła komunikacyjnego odbywa się pokaz mody z udziałem międzynarodowych modelek i modeli.
Wiele znanych miejsc trudno jest mi rozpoznać z uwagi na wyrosłe jak grzyby po deszczu liczne hotele i biurowce, których fasady łączą tradycyjne wzory z nowoczesnością szkła i metalu.

Z dużą dozą nostalgii odwiedzamy zakątki, w których ostatni raz byłem pięć lat temu...

Nie sposób również przepuścić okazji skorzystania z masażu tajskiego na najwyższym poziomie, po najniższej cenie.

W końcowym etapie realizujemy niedoszły przy okazji ostatniej wizyty plan wykonania kilku zdjęć w dzielnicy Patpong. Relację z odwiedzin w miejskim centrum rozpusty znaleźć można tutaj.









Dziękuję za uwagę oraz wszelkie komentarze, które z pewnością pomogą uczynić reportaż z kolejnej wyprawy ciekawszym i bardziej profesjonalnym.
Piotr Kloczkowski
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.








