Ciężko rozstać się z tak przyjemnym zakątkiem, jakim jest wyspa Phu Quoc. Czas jednak nagli - przed nami końcowy etap podróży - przesycony atmosferą świeżo nabytej swobody kulturalnej, Sajgon.

Zanim jednak tam dotrzemy, ponownie odwiedzimy Nha Trang, żeby przy lepszej pogodzie spędzić dzień w parku rozrywki Vinpearl, oraz kolejny, nurkując na rafie koralowej (ten etap podróży decyduję się pominąć w relacji jako mało atrakcyjny dla potencjalnych czytelników).

Niestety nie ma bezpośredniego połączenia z Phu Quoc i Nha Trang - przesiadamy się w Sajgonie. Narodowy przewoźnik - Vietnam Air - wykazał się zarówno opieszałością, jak i profesjonalizmem.

Opieszałość polega na znacznym opóźnieniu odlotu z Phu Quoc, w wyniku którego spóźniamy się na lot do Nha Trang.

Szybko jednak następuje rehabilitacja. Pracownica lotniska czeka na nas w drzwiach terminalu i niemalże chwytając za ręce prowadzi do samolotu, który czeka już tylko na nas. To miła odmiana po ostatnich doświadczeniach z Aaerosvitem.

Ruch uliczny w Sajgonie potrafi przyprawić o zawrót głowy. Szczególnie w godzinach szczytu.

Dziesięć autobusów, dwanaście ciężarówek, czterdzieści samochodów osobowych, sto pięćdziesiąt motocykli i 200 rowerzystów na jednym metrze kwadratowym.
Przyznaję, lekko przesadziłem. Ale tylko lekko.

Takie zagęszczenie przywołuje na myśl serię książek autorstwa brytyjskiego rysownika Martina Handforda - "Where's Wally" (amerykańska wersja - Where's Waldo)?
Zabawa polega na odnalezieniu w tłumie postaci ubranego w charakterystyczny sposób Walliego. Okazuje się, że owszem, można go znaleźć również w Sajgonie.

Na szczęście nie cały obszar miasta przypomina rozgrzebane kijem mrowisko.







Najtańszym i najpewniejszym środkiem transportu jest tu autobus miejski. Jeśli tylko zadamy sobie nieco trudu, żeby poznać trasy i rozmieszczenie przystanków, unikniemy niebezpieczeństwa ogołocenia portfeli przez nieuczciwych taksówkarzy, czy rikszarzy.

Koszt kilkudziesięciominutowego przejazdu to zaledwie pięćdziesiąt groszy.


Nie trzeba też martwić się szukaniem odpowiedniego biletu w kiosku- przychodzi on do nas sam w rękach wykwalifikowanej bileterki.

Cholon, chińska dzielnica Sajgonu rozciągająca się pomiędzy piątym i szóstym dystryktem miejskim, znana jest głównie z ogromnego targowiska, na którym zbyt znajdują tekstylia oraz cała masa plastikowych i gumowych drobiazgów, znanych nam z warszawskiego Stadionu Dziesięciolecia.

Jakość oferowanych tu towarów kwalifikuje je do występowania w kategorii jednorazowych. W bezpośredni sposób przekłada się to na ich ilość i ceny.

Tu stawia się na towary, których nie opłaca się naprawiać.

Kupcy, z godną podziwu wytrwałością, panują codziennie nad przepływem setek, a nawet tysięcy sztuk kolorowej "drobnicy", pomagając sobie wysłużonymi kalkulatorami i notatnikami.

Nie da się jednak pracować przez cały dzień bez wytchnienia. W przerwie, pomiędzy pojawieniem się kolejnych klientów, kupcy umilają sobie czas grą w karty.

A kiedy i ona okaże się zbyt męcząca, przychodzi czas na zasłużoną drzemkę.



W części spożywczej znajdziemy za to mnóstwo suszonek.




Tu także bez problemu znajdziemy pamiątki w postaci charakterystycznych dla Wietnamu kapeluszy nom-la.

Aby znaleźć oryginalny wzór wystarczy jednak odwiedzić kilka sklepów poza obszarem marketu. Unikatowa, ręcznie malowana torba z serii Batman - The Beginning, to przecież nie lada gratka dla każdej modnej pani!

Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









