
W Tajlandii żyje około 4000 słoni, z czego połowa jest udomowiona. Tajlandczycy kochają te zwierzęta - są one ważnym elementem ich historii i tradycji.

Mimo to jednak, słonie często wykorzystywane są do ciężkiej pracy ku uciesze turystów.


Cykl życia słonia bardzo podobny jest do ludzkiego. W wieku ok. 20 lat osiąga on pełną dojrzałość, do lat 40 lat jest w pełni sił, średnia życia zaś to 70 lat.
Stosunkowo słaby wzrok (ostrość widzenia na dystansie do 10 metrów) kompensuje doskonały słuch oraz węch nieporównywalnie doskonalsze niż ludzkie.
Słonie potrafią komunikować się na odległości kilku kilometrów, wychwytując dźwięki niskich częstotliwości niesłyszalne dla człowieka.

Zmysł węchu pozwala słoniowi wyczuwać zapachy dobiegające z podobnego dystansu. Trąba spełnia jednak nie tylko rolę narządu węchu, ale też doskonałego chwytaka.
Wyposażona jest w 100.000 mięśni, dzięki czemu słoń zdolny jest podnosić za jej pomocą zarówno ogromne ciężary (kilkaset kilogramów), jak również monety, czy zapałki.

Słoń występuje w wielu porzekadłach i powiedzonkach, na emblematach królewskich, flagach (jak na fladze marynarki królewskiej) i ozdobach. W szczególności zaś odmiana o białej skórze, która do dziś stanowi symbol królewskiej potęgi.
Obecny król Bhumibol Adulyadej (Rama IX) jest w posiadaniu dziesięciu białych słoni, którym nadano status królewskich oraz kolejnych sześciu, czekających na "weryfikację".
Nie dotyczy ona oczywiście wyłącznie koloru ale również włosów, ogona, oczu, paznokci, genitaliów oraz podniebienia.

Każdy ze słoni ma swojego kierowcę, będącego równocześnie jego opiekunem i kompanem.

Mahout, bo tak brzmi jego nazwa, często od najmłodszych lat zajmuje się swoim słoniem i poświęca mu większość życia.

Aby ułatwić sobie panowanie nad tak dużym zwierzęciem, mahout używają kija zakończonego ostrym, zakrzywionym szpikulcem.
Robią to oczywiście z wyczuciem, bo, mimo, że skóra słonia miejscami osiąga grubość 2-3 centymetrów, pozostaje bardzo czuła. Do tego stopnia, że słoń wie, kiedy usiądzie na nim mucha!

Jednym z punktów charakterystycznych dla Ayuthai jest Wat Mahathat i uwięziona w korzeniach drzewa Banyan głowa Buddy.

Drzewo żyje i wciąż rośnie - korzenie z roku na rok coraz bardziej oplatają twarz.


Ari koniecznie chciała zrobić sobie tutaj zdjęcie. Niedawno zdechła jej ukochana papuga, dlatego aby o niej pamiętać, przyozdobiła sobie jeden z paznokci jej wizerunkiem. W ten sposób zabrała ją ze sobą do Tajlandii.



Patrząc na ruiny miasta trudno uwierzyć, że kiedyś było ono potęgą, która w XVII wieku liczyła milion mieszkańców, czyli dwukrotnie więcej niż Londyn w tym samym czasie.
Kupcy przybywający z Chin, Japonii Holandii, Anglii i Francji twierdzili, że to najpiękniejsze miasto, jakie kiedykolwiek widzieli.


Aby wrócić do Bangkoku wybrałem pociąg trzeciej klasy, żeby przekonać się, jak podróżuje się najtańszym z możliwych środków transportu.

A podróżuje się całkiem przyjemnie. Oprócz nieco przybrudzonego wnętrza i ciężkiego powietrza nieporuszanego nawet podsufitowymi wentylatorami, nic nie przeszkadza w obserwacji niezwykle ciekawych obrazów przesuwających się za oknem.

Niestety duża część społeczeństwa żyje tu poniżej minimum socjalnego. Wzdłuż torów rozciągają się zabudowania wykonane z wszelkich materiałów powszechnie uważanych za zdatne jedynie do recyklingu.

Celowo nie używam słowa slumsy, gdyż kojarzy się ono nie tylko z biedą, ale i z przestępczością oraz przemocą, której jest tu zdecydowanie mniej niż w podobnych miejscach w innych krajach.

Mimo panującej tu często porażającej biedy, wybranie się w te rejony nie stanowi znacznego niebezpieczeństwa.

Obrazy, które oglądałem z okna pociągu, wywarły na mnie duże wrażenie. Być może Ciebie, Czytelniku również nie pozostawią obojętnym.
Dlatego powstrzymam się od komentarzy.











Jesteśmy już w mieście. Na każdym kroku widzę budki na kółkach, z których sprzedawane są przekąski.


Dworzec kolejowy Hua Lampong. Ciemny, obskurny, mimo niepozbawiony pewnego uroku.

Zdarza się, że pasażerowie oczekują tu na swoje połączenia nawet kilkanaście godzin. Siadają wtedy na ziemi, wyciągają prowiant i... czekają.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









