
Przy kolejnej zwiedzanej przez nas świątyni, dziewczyny natknęły się na kadzidło imponujących rozmiarów. Gdyby umieścić je wewnątrz pomieszczenia, pewnie nie musiałoby być tak duże.

Te piękne miejsca przepełnione atmosferą duchowości pozwalają obywatelom Tajlandii wprowadzić się w stan głębokiego skupienia i dzięki temu doskonalić swoje życie.
Aby to zrozumieć, potrzeba czasu, spokoju i wyciszenia, których nam niestety wciąż brakowało.

Dla niektórych jednak, świątynia to miejsce codziennej, niekoniecznie ciekawej pracy.

Mnisi buddyjscy zajmują w hierarchii społecznej bardzo wysoką pozycję. Regularnie obdarowywani są żywnością i innymi prezentami.

Chao Praya płynie również przez Ayuthayę. Jej brązowy kolor nie wynika z zanieczyszczenia - nadaje go niesiony przez rzekę miał.


Po kilku godzinach zwiedzania nadszedł czas na obiad.

Kierowca songthaew'a przywiózł nas do zaprzyjaźnionej (a jakże!) jadłodajni.

Niestety, w tym przypadku jakość usługi w stosunku do ceny była... niezadowalająca.
Podano nam wodnistą zupę ugotowaną na szkieletach krewetek (które, o zgrozo, ktoś wcześniej już prawdopodobnie zjadł), po czym wystawiono rachunek opiewający na sumę dwukrotnie większą, niż być powinna.

Czasem, mimo pewnego doświadczenia łatwo jest paść ofiarą lokalnej "przedsiębiorczości". Szczególnie, jeśli podróżuje się z grupą Japonek, które często, jako obywatelki zamożnego kraju, bezlitośnie wykorzystywane są tu finansowo.

Grupa moich towarzyszek różniła się jednak znacznie od większości japońskich turystów, którzy nie bacząc na koszta i nie mając dużych podróżniczych aspiracji oddawali się wszelkim przygotowanym dla nich atrakcjom.

Takim, jak rejs po rzece połączony z karaoke.

Trudno się temu dziwić. Mimo wszelkich zabiegów mających na celu "wydojenie" turystów, ludzie żyją tu w dość trudnych warunkach.

Część rodziny prowadzącej tę jadłodajnie mieszkało na łodziach.




Po zaspokojeniu głodu ruszamy dalej. Pogoda jest bezlitosna - żar leje się z nieba, powietrze lepi się od wilgoci, a zjawisko zwane wiatrem chyba tu nie występuje.

Ciekaw jestem, jak znoszą to zwierzęta przewożone na samochodach typu pick-up. Pewnie przyzwyczaiły się już do wszystkiego, co je otacza.

Wat Chai Wattanaram.

Wat Phu Khao Thong, czyli Złota Góra. Świątynia ta wzniesiona została przez Birmińczyków w czasie okupacji Ayuthai. Jeszcze przez 200 lat po wyzwoleniu miasta przypominała Tajlandczykom czas niewoli.
Później rozpadła się w wyniku zaniedbania, jednak jako zabytek architektury została odbudowana przez króla Borommakota i w tej postaci trwa do dziś.

Na tych, którzy zechcą wspiąć się po schodach piramidy, czeka niespodzianka. Tuż pod szczytem znaleźć można małe wejście do wnętrza.
Korytarz nie jest poziomy - najpierw prowadzi lekko w dół, później w górę. U jego zwieńczenia znajduje się sala, w której z trudem mieści się grupa osób. Tam w kompletnej ciemności Budda rozmyśla nad losami świata.

Kolejny wielki leżący Budda. Ciekawostką jest to, że miejsce to występuje jako jedna z lokacji, w której walczą bohaterowie gry video "Street Fighter".




Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









