CZĘŚĆ IX - TAMA, REJS I DMZ (STREFA ZDEMILITARYZOWANA)

Moonczul jest księgowym. Bardzo pociesznym i trochę bojaźliwym. Zawsze otwarcie przyznaje się do swoich słabości.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Jest zmotoryzowany, ma stare auto kia, w którym słychać każdą śrubkę. Moonczul nie lubi swojej pracy i pragnie podróżować po świecie. Jego ojciec absolutnie nie chce o tym słyszeć.

Dwa tygodnie temu Moonczul zabrał nas na wycieczkę pod samą granicę z Koreą Północną. Po drodze zahaczyliśmy o największą tamę w Korei i popłynęliśmy stateczkiem do wyspy.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Ania K.

W dalszej części trasy potrąciliśmy człowieka (!), który "zawiany" wyszedł nam na drogę. Na szczęście jechaliśmy bardzo powoli i nic złego się nie stało. Ci, którzy spali, całkowicie się rozbudzili. Od tej pory jednak Moonczul nie był w stanie się pozbierać.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Gdy byliśmy już bardzo blisko, w strefie DM (patrz Paju), a słońce powoli zachodziło za pięknymi szczytami gór Korei, krętą drogę pokryła warstwa lodu.

Kliknij aby powiększyć

Fragment jednostki wojskowej przy DMZ - fot. Paulini

Byliśmy tam sami, otoczeni pięknym, surowym krajobrazem. Kiedy jedyne auto, które pojawiło się na drodze zjeżdżając z góry, zakręciło "bączka", po czym zatrzymało się na zaśnieżonym zboczu, Moonczul stracił resztę pewności siebie.

Wspólnymi siłami dotarliśmy do jednostki wojskowej, zasalutowaliśmy młodym, ale poważnym koreańskim żołnierzom i zawróciliśmy. Nie zobaczyliśmy Korei Północnej, choć była tak blisko.

W zamian za to Moonczul uraczył nas niesamowitymi opowieściami - o biedzie, fałszu medialnym, szpiegach i o smutku oraz współczuciu Koreańczyków ze strony południowej, które na co dzień giną gdzieś w miejskim szumie.

RYTUAŁ VOODOO NA SKALE

Kliknij aby powiększyć

Mała przystań - fot. Paulini

Kolejny weekend z Moonczulem spędzamy w Pusan. Po kilku przyjemnych chwilach na kamienistym brzegu rzeki przemieszczamy się w kierunku skromnego portu.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Obok biednych parterowych chałupek budowane jest wielkie i bardzo atrakcyjne w oczach bogatych mieszkańców miasta, blokowisko o wymownej nazwie "I love View".

Kliknij aby powiększyć

Fot. Łukaszi

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Płyniemy w rejs małym statkiem, opływamy sześć skał, z których jedna w czasie przypływu ginie pod wodą.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Mamy szczęście, ponieważ sternik decyduje się okrążyć skałę, na której wznosi się latarnia morska w stylu tej z filmu "The Ring".

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Dzięki tej decyzji mamy okazję obejrzeć bardzo rzadki i kosztowny obrządek Voodoo. Kobieta ubrana w piękny strój tańczy na skalnym zboczu. Ponoć zdarza się, że robi to boso na ostrzach noży, z prosięciem w ramionach.

Kliknij aby powiększyć

Fot. Paulini

Rodzina, która zapłaciła za usługę oczekuje efektów tej magii. Celem całego obrzędu jest odesłanie złych duchów, które nękają bliskich lub pożegnanie zmarłych, wciąż nawiedzających żywych...

Tekst: Anna Kloczkowska (Ania K.)
Zdjęcia: Paulina Korczyńska (Paulini),
Łukasz Witczak (Łukaszi), Anna Kloczkowska (Ania K.)

NEWSLETTER


Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym reportażu są własnością Autorów. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autorów jest zabronione.

Następny Top Następny

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]