CZĘŚĆ XXXIII - ŚWIĄTYNIA LOTOSU I POŻEGNANIE

ŚWIĄTYNIA LOTOSU

Ostatniego dnia pobytu w Indiach postanawiamy odwiedzić niecodzienne miejsce kultu. Świątynia Lotosu to siedziba jednej z najmłodszych wyznań świata - zapoczątkowanego w XIX wieku bahaizmu.

Kliknij aby powiększyć

Niezwykle liberalny bahaizm łączy w sobie cechy najbardziej znaczących religii (chrześcijaństwa, judaizmu, mahomatanizmu, hinduizmu i buddyzmu). Są nimi:

W centrum informacyjnym panuje surowa estetyka, wnętrze wykończono zgodnie z najnowszymi trendami architektonicznymi, z użyciem drewna, szkła i metalu.

Kliknij aby powiększyć

Pracują tu bezwzględnie oddani nowej wierze goście z Zachodu. Z uśmiechem na ustach opowiadają o niej odwiedzającym, nie starając się nikogo nakłaniać do odstąpienia od swoich własnych przekonań.

Mimo to, trudno jest nam otrząsnąć się z wrażenia, że znajdujemy się w siedzibie potężnej sekty.

Kliknij aby powiększyć

Świątynie bahaistyczne znajdują się na całym świecie i każda z nich to zapierająca dech w piersiach konstrukcja.

Kliknij aby powiększyć

Tak jest również w przypadku Świątyni Lotosu. Trudno jednak nie zauważyć, że to mało wysublimowany plagiat projektu budynku Opery w Sydney.

Pracująca tu przewodniczka (pochodząca z Sydney właśnie) zapewnia mnie jednak, że projekty zostały wykonane równolegle, w podobnym czasie.

Kliknij aby powiększyć

Opera w Sydney

Nie jest to jednak prawdą, gdyż budowę Opery rozpoczęto w 1959 roku a ukończono w 1973, podczas, gdy Świątynię lotosu ukończono w 1986 roku, a projektowana była przez 10 lat. Rachunek jest prosty.

OSTATNI SPACER

Kliknij aby powiększyć

Wieczór. Paharganj tętni życiem, a my żegnamy się z Indiami przemierzając wąskie uliczki wypełnione jadłodajniami z trudem zasługującymi na takie miano.

Kliknij aby powiększyć

Ta sama okolica przywitała nas pięć tygodni temu.

Procesja ślubna na ulicach Starego Delhi, czyli właściwe proporcje - pan młody na koniu, panna młoda za nim, pieszo

Wydawałoby się, że to całkiem niedawno, jednak dla nas czas wypełniony po brzegi dziesiątkami miejsc, spotkanych ludzi i przeżytych przygód, rozciągnął się niczym balon.

Kliknij aby powiększyć

Mimo wielu trudnych chwil, wysiłku włożonego w zwiedzanie tego ogromnego kraju oraz dyskomfortu, możemy z czystym sumieniem oświadczyć, że pokochaliśmy Indie takimi, jakie są.

Kliknij aby powiększyć

O ile w pierwszym tygodniu nie wyobrażaliśmy sobie powtórnej wizyty, teraz rozumiemy, dlaczego kraj przywołujący na myśl klejnot umazany błotem, przyciąga ludzi z tak wielką siłą.

Kliknij aby powiększyć

Do dzisiaj pozostały nam wyłącznie pozytywne wspomnienia. Wszelkie przykrości zatarły się w pamięci, umacniając tęsknotę za miejscem, gdzie chciałoby się znowu być. Za rok, za miesiąc, choćby za tydzień.

Kliknij aby powiększyć

Niestety, twarda rzeczywistość weryfikuje marzenia, przynajmniej te bardziej ekstrawaganckie.

Kliknij aby powiększyć

Być może kiedyś powrócimy tu, tym bardziej, że tak wiele pozostało do odkrycia...

A teraz w drogę!

Przejazd na lotnisko przy pomocy autorykszy obrazuje wszechobecną tu swobodę w interpretacji przepisów drogowych

SUPLEMENT: TERMINAL 2 W DUBAJU

W Dubaju, gdzie mamy "przesiadkę", czeka nas dziewięciogodzinny postój. Szykujemy się na koczowanie zawinięci w koc (kocowanie?) na brudnej podłodze.

Kliknij aby powiększyć

Takie warunki znamy już przecież z poprzedniej wizyty w Emiratach Arabskich (patrz: cz. II).

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Na miejscu spotyka nas miła niespodzianka. Transfer następuje w sterylnym niczym oddział chirurgiczny terminalu nr 2.

Kliknij aby powiększyć

Obserwujemy odprawę bagażową - wszystko odbywa się szybko i sprawnie.

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Ruchome chodniki pozwalają ulżyć zmęczonym nogom.

Kliknij aby powiększyć

Na chwilę po zrobieniu tego zdjęcia podbiegł do mnie młody Arab i w dość agresywny sposób dał do zrozumienia, że nie życzy sobie fotografowania swojej partnerki.

Kliknij aby powiększyć

Projekt terminala mógłby budzić kontrowersje w kwestii smaku, nie da się jednak odmówić mu rozmachu.

Kliknij aby powiększyć

W sprowadzonych z Japonii windach zmieszczą się dziesiątki ludzi i być może samochód.

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć

O przeczekanie dziewięciu godzin, jakie dzielą nas od wylotu do Polski nie musimy się martwić. Z pustej i niezwykle komfortowej poczekalni robimy sypialnię.

Kliknij aby powiększyć

Ostatnie chwile w Dubaju... Na zewnątrz panuje temperatura niemalże czterdziestu stopni w cieniu. A w Polsce już prawie zima.

Przetrwamy zimę z nadzieją na następną przygodę, gdyż Azja wciąż kusi nas wspaniałą atmosferą i przyjaznym klimatem, znakomitym jedzeniem i egzotyczną kulturą.

Następny cel: Wietnam. Wylot 18.10.2009.

Proszę się nie rozłączać!

KONIEC

NEWSLETTER


Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.

Następny Top

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33]