Czarnów, niewielka wioska w pobliżu Jeleniej Góry. To tutaj znajduje się niecodzienne sanktuarium - dla jednych egzotyczna odskocznia od materialnego stylu życia, dla innych zaś siedziba niebezpiecznych fanatyków.
Świątynia Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, od lat jest solą w oku konserwatywnych wyznawców popularniejszego w tej części świata wyznania. W egzotycznych obrzędach dopatrują się oni znamion kultu, któremu nieobce są techniki "prania mózgu".
Zaangażowanie uczestników opartych o hinduskie wierzenia "warsztatów" rzeczywiście sprawia wrażenie bardzo intensywnego. Dziewczynki znają w najdrobniejszych szczegółach historie opisane w Bhagawadgicie, wiedzą, które z niezliczonych hinduskich bóstw zabiło inne w konkretnych okolicznościach.
Czy powinno to budzić niepokój? Przecież Hinduizm to jedna z tysięcy religii funkcjonujących na świecie na zupełnie równych prawach. Być może fakt, że przyzwyczailiśmy się do towarzyszących nam od wczesnego dzieciństwa obrzędów katolickich sprawia, iż często traktujemy je bezemocjonalnie i jakakolwiek inna religia, którą ktoś z niezrozumiałych dla nas powodów próbuje zasiać na rodzimym gruncie, wydaje się być agresywną indoktrynacją?
Ludzie uczestniczący w czarnowskich obrzędach poświęcają im swój czas i energię, a wszystko to dla wzmocnienia wiary. Recytują wersety świętych pism, śpiewają i chwalą sławę Kryszny. Ba, regularnie składają nawet ofiary pieniężne.
I tu powstaje pytanie - kiedy religia przestaje być wyznaniem i staje się kultem?