australia tajlandia japonia polska indie wietnam indonezja inne

POGRZEB W TANA TORAJA

Pierwsze pojawiają się świnie. Dobiegający już z daleka przenikliwy kwik podsuwa myśl, że nie odbywają tej podróży z własnej woli. Unieruchomione w wyrafinowanej konstrukcji z bambusowych kijków, niesione są jak w odwróconej lektyce.

Świnie to podarunek od gości, którzy przybyli do wioski Buntao w górskim regionie Tana Toraja na wyspie Celebes w Indonezji. Właśnie rozpoczyna się ceremonia pogrzebowa, która trwać będzie przez trzy kolejne dni.

Uroczystość ma z założenia smutny charakter. U Torajów człowiek nie jest bowiem uznawany za zmarłego, dopóki nie zostanie prawidłowo pochowany. Do tego czasu rodzina traktuje go jak chorego, przynosząc posiłki i przemawiając do niego.

Dziadek gospodarza, dożywszy wieku 105 lat, umarł ponad rok wcześniej i od tamtej pory, zabalsamowany, spoczywa w zamkniętej trumnie, w centralnym punkcie domostwa, czekając aż rodzina uzbiera środki wystarczające na przeprowadzenie pochówku.

Świnie, jedna po drugiej, zaczynają znikać z placu. Co chwilę grupa mężczyzn chwyta bambusową "lektykę", po czym wędruje z hałaśliwym ładunkiem w głąb lasu. Cios nożem, zadawany pod uchem świni, nie zabija od razu. Śmierć przychodzi dopiero po kilku minutach. Zręczni oprawcy rozcinają jamę brzuszną zwierzęcia i wydobywają wnętrzności. Korpus, rzucony na ognisko w celu opalenia szczeciny, skwierczy złowieszczo. Wstępnie opalone świnie są skórowane, dzielone na części i krojone na kawałki, które, wraz z papryczkami chili i liśćmi wodnego szpinaku, upycha się do bambusowych rurek układanych na palenisku. Tak przyrządzone mięso serwowane jest z ryżem.

Zapada zmrok. Część gości wróciła już do domów, pozostali umilają sobie czas rozmową, żartami i grą w domino, niespiesznie popijając wino palmowe. Kiedy wydaje się, że uroczystość dobiega końca, a ludzie za chwilę ułożą do snu, na placu rozpoczyna się rytualny taniec. Grupa mężczyzn i kobiet kroczy powoli po okręgu zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara, raz po raz wznosząc ramiona. Tańcowi towarzyszy śpiew, brzmiący jak zawodzenie bez treści, później okazuje się jednak, że jest to pieśń opowiadająca historię życia zmarłego.

To-ri-aja, czyli ludzie gór, są bardzo przywiązani do tradycji, która w przypadku naszych gospodarzy łączy wyznawane tu chrześcijaństwo z prastarymi wierzeniami animistycznymi.

Stąd i długo wyczekiwany moment - ofiary z żywych bawołów. Drugiego dnia rano przyprowadzonych zostaje siedem dorodnych okazów o miękkiej skórze pokrytej pięknie połyskującym szarym włosiem. Pomiędzy boksem dla najbliższej rodziny a podwyższeniem dla przedstawicieli władz lokalnych wygospodarowano niewielki plac, którego środek wyznacza wkopany głęboko w ziemię bambusowy palik. Do palika przywiązane zostaje pierwsze zwierzę.

Oprawca unosi głowę bawołu i szybkim uderzeniem maczety przecina gardło. Zwierzę oszołomione szarżuje, tryskając wokół krwią. Ten sam los spotyka kolejne ofiary. Krew miesza się z błotem, tworząc śliskie grzęzawisko, w którym spoczywa już kilka wydających ostatnie tchnienie bawołów. Kolejny cios - staram się lawirować między ciałami powalonych zwierząt, unikając szarży tego, które jeszcze z trudem trzyma się na nogach.

Po co to wszystko? Skąd to okrucieństwo? Czy rzeczywiście krwawe ofiary są uzasadnione i potrzebne? Torajowie wciąż stosują się do zaleceń starotestamentowych, według których "bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów". Chrześcijaństwo nie wyparło jednak całkowicie wierzeń animistycznych.

Koszt urządzenia pogrzebu ze stypą to w przybliżeniu 100 000 000 rupii indonezyjskich, czyli około 32 000 złotych. Kwota niebagatelna, zważywszy na skromne w stosunku do europejskich zarobki przedstawicieli górskiego szczepu. Z tego powodu oszczędności na ceremonię pogrzebową zbiera się nawet przez dziesięć lat!

Goście dziękują gospodarzowi i jego małżonce za wspaniałe przyjęcie, po czym rozpoczynają powolny marsz do swych domów.
Przychodzi czas pożegnania z Torajami i ich niesamowitą kulturą, która, mimo licznych przeciwności losu, przetrwała do dzisiejszego dnia.

Piotr Kloczkowski © 2011

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Strona 1 Top Bromo - legendarny wulkan znów w akcji

Polski
English