australia tajlandia japonia polska indie wietnam indonezja inne

BROMO - LEGENDARNY WULKAN ZNÓW W AKCJI

Nagły wstrząs wyrywa mnie ze snu. Drzwi wypaczone wieloletnim oddziaływaniem surowej przyrody uderzają o framugę wydając przenikliwy, rytmiczny stukot. Któż może dobijać się do pokoju o tej porze?

Siedzę na łóżku w schronisku górskim położonym w bezpośrednim sąsiedztwie wulkanu Bromo na indonezyjskiej Jawie i próbuję dojść do siebie.

Wyobraźnia pobudzona przez niecodzienne otoczenie, w którym dominuje krajobraz złożony z wąwozów i monstrualnych wybrzuszeń, w całości niemal przysypanych wulkanicznym pyłem, podsyca fantastyczne wizje o grasujących w okolicy piekielnych stworach.

Wstrząsy wzmagają się nie pozwalając wrócić do snu, ani przejść do porządku dziennego (czy raczej nocnego) nad zjawiskiem, które okazuje się mieć swoje źródło w sferze jak najbardziej materialnej.

Wiedzony ciekawością opuszczam pokój i zmierzam do krawędzi stoku, skąd roztacza się widok na źródło niecodziennego hałasu - rozbudzonego od kilku dni Bromo.

To, co w słabym świetle księżyca wziąłem za linię drzew przesłaniającą trzecią część powierzchni nieba, okazuje się ogromną chmurą wulkanicznego pyłu, wyrzucanego z kipiącej gardzieli wulkanu wraz z ognistymi strzępkami gorącej lawy oraz kilkusetkilogramowymi głazami.

Aby w pełni móc podziwiać manifestację zmiennych humorów Jego Wysokości Bromo, wstaję o godzinie czwartej rano, by wraz z grupą podobnych sobie amatorów nocnych wrażeń udać się do punktu widokowego.

Nawet fakt, że światło wschodzącego słońca nie daje o tej porze roku piorunującego wrazenia, nie jest w stanie zburzyć radości z faktu bycia świadkiem tak niecodziennego zjawiska.

Tydzień wcześniej wulkan Bromo uaktywnił się po raz kolejny w burzliwej historii swego istnienia. Reakcją lokalnych władz było otoczenie stożka pasem bezpieczenstwa o dwukilometrowej szerokości - przebywanie na tym terenie nosi znamiona podwyższonego ryzyka.

Jest 27.01.2011 - następują kolejne erupcje. W mediach pojawia się dyskusja na temat powagi sytuacji ludzi mieszkających w okolicy. Ich zdrowie i życie stało się zagrożone wskutek znacznej ilości opadów wulkanicznego pyłu.

Mieszkańcy pobliskiej wioski o nazwie Probolingo od lat nie ustają w modłach do kapryśnej góry, składając ofiary z żywych zwierząt, owoców oraz innych dóbr doczesnych. Ta ciekawa tradycja ma swoje korzenie w XIV wieku, kiedy to królewska para, Jaka Seger oraz jej mąż Roro Anteng po długoletnich staraniach o dziecko usłyszeli głos Boga. Obiecał on spełnić im marzenie o rodzicielstwie pod warunkiem, że ostatni z potomków zostanie, jako należna Bogu ofiara, wrzucony do wnętrza wulkanu.

Roro i Jaka przystali na ten warunek, po czym na świat przyszło dwadzieścioro pięcioro dzieci. Przez długie lata para królewska żyła szczęśliwie, jednak w końcu nadeszło nieuniknione - Bóg przypomniał o swojej należności. Zrozpaczeni rodzice postanowili ukryć swoje dzieci w jaskini - bezskutecznie. Bóg sprawił, że z pobliskiej góry Bromo wypłynął język lawy i pochłonął ostatniego syna, Kesumę.

Z krateru dobył się później głos Kesumy mówiący, że poniósł on tę ofiarę po to, by reszta rodziny mogła żyć w spokoju i przypomniał o obowiązku regularnego składania ofiar Bogu.

Dziś rozległy obszar otaczający grupę wulkanów Bromo, Semeru i Batok przypomina krajobraz z innej planety. Rosnące rzadko egzotyczne krzewy z trudem przełamują monotonię powszechnie panującej tu szarości, pogłębiając tylko wrażanie eksplorowania całkiem innego świata, a hinduistyczna świątynia Pura Luhur to ostatni przyczułek ludzkości na tym obcym gruncie.

Piotr Kloczkowski © 2011

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Pogrzeb w Tana Toraja Top Tańce na Bali

Polski
English