Dalgety to senne miasteczko położone u stóp Gór Śnieżnych, pomiędzy miejscowościami Cooma i Jindabyne.


To ostatnie skupisko ludzkie w dolinie, która została niemalże całkowicie zalana podczas tworzenia sztucznego zbiornika wodnego - jeziora Jindabyne.

Mieszkańcy Dalgety wiodą spokojne farmerskie życie, które niewiele spraw jest w stanie zakłócić.
Nic nie wskazuje na fakt, że na początku wieku miejsce to niemalże obrane zostało stolicą kraju, przegrało jednak z Canberrą.

Dziś populacja tej ostatniej to nieco ponad 350.000, podczas gdy Dalgety zamieszkuje 75 osób...

... i jeden wielbłąd.

Co roku, w pierwszą niedzielę marca, wszystko się zmienia. Z całej okolicy przyjeżdżają chętni czynnego lub biernego uczestniczenia w wydarzeniu zwanym The Dalgety Show.

Uśpiona na codzień społeczność ożywa. Zewsząd ściągają australijscy kowboje, by w atmosferze odpustowego festynu cieszyć się tym jedynym dniem w roku.


Pojawiają się obowiązkowe w przypadku takich imprez zestawy kulinarne - corn dog, czyli kiełbaska na patyku zapieczona w cieście (tutaj zwana Dagwood Dog, Pluto Pup czy Dippy Dog) oraz nieśmiertelna Coca-Cola.


Kiedy apetyt zostaje zaspokojony, nadchodzi czas na prezentację pasterskich umiejętności. W pokazie bierze udział stado owiec, kilku kowbojów oraz mistrz ceremonii - pies.

Owce rozbiegają się po całym wydzielonym obszarze niczym cząsteczki płynu wykonujące ruchy Browna.

Chaos nie trwa jednak zbyt długo - czworonożny pasterz perfekcyjnie opanował sztukę kierowania owczą masą. Podbiegając raz z jednej, raz z drugiej strony, poszczekując i podgryzając lekko owcze nogi łatwo zaprowadza porządek w stadzie.


Kowboje nie mają tu wiele do roboty.

Po kilku minutach zwierzęta wprowadzone zostają do zagrody. Pies nadzoruje odpowiednie upakowanie "towaru" skacząc po plecach owiec, jakby były one wygodnym wełnianym dywanem.


Mój wzrok pada na pomysłowo wykonane skrzynki pocztowe. Tutaj, gdzie indywidualność nie została stłamszona przez masę wielkiego miasta a każdy zna każdego, ludzie czerpią radość z możliwości wyróżnienia się wśród sąsiadów.

Nie może zabraknąć też klasycznych pojazdów.

Kiedy nadmorskie plaże w Kołobrzegu czy Sopocie zapełniają się rodzinami szukającymi dla siebie skrawka wolnego miejsca, do Charlotte Pass napływają2010-10-17 zwolennicy sportów zimowych.

Tutaj, w malowniczej dolinie znajdą doskonałą bazę wypadową dla oczekiwanych przez cały rok śnieżnych uciech.

Grupa pensjonatów i schronisk, dziś jeszcze opuszczona, wkrótce zapewni schronienie kolorowej gromadzie narciarzy.

Zanim jednak to nastąpi, dzielni malarze z Polski i Ukrainy wezmą okolicę w swoje władanie.

Czy można wyobrazić sobie przyjemniejsze zajęcie?

Nieopodal pracuje duża brygada budowlana. Trwają prace przygotowujące poszerzony wjazd do parku narodowego, który wyposażony zostanie w automatyczne bramki.
Naszą uwagę przyciąga pokaźnych rozmiarów spycharka.

Urządzenie dysponuje ogromną mocą, a to dzięki napędowi atomowemu, którego stos "żywi się" radioaktywnymi prętami przywożonymi przez widoczny w tle ute.
To oczywiście żart, choć zastanawiające jest, dlaczego samochód oznaczony został symbolem radioaktywności?

Kolejne zadanie polega na renowacji budynku automatycznej stacji przekaźnikowej ulokowanej na zboczu trasy zjazdowej.

Sprzęt wjeżdża na górę najbardziej skutecznym środkiem transportu - wyciągiem.

Aparatura nadawcza czerpie prąd z agregatu zasilanego ropą, która zmagazynowana w 140 kilowych beczkach spoczywa na dachy budynku.

Kiedy zastanawiam się, jak dotrzeć do ściany, którą owe "baryłki" przesłaniają, Ukrainiec Wiktor chwyta jedną po drugiej i bez widocznego wysiłku przetacza na bok.
- Tak maje buty - mówi.
- Oczywiście Wiktor, dokładnie tak, jak twoje buty - odpowiadam ze śmiechem.

Wewnątrz spotykam jedynego stałego mieszkańca stacji - pokaźnych rozmiarów handsmana (nazwanego tak ze względu na wielkość odpowiadającą ludzkiej dłoni), którego kiedyś w wyniku przejęzyczenia nazwałem handymanem (czyli złotą rączką) dostarczając moim znajomym sporo radości.

C.D.N.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









