Ocean, rozgrzane skały i podwodne kamienne miasta - choć taki scenariusz nie jest niczym szczególnym dla miłośnika nurkowania mieszkającego w Sydney, to okolice oddalonego o nieco ok. 170 km na południe Jarvis Bay, zdolne są nadać tym pojęciom nowego znaczenia.

Krajobraz złożony z białego piasku, lazurowej wody i usianej palmami linii nabrzeża całkowicie zaspokaja marzenie o znalezieniu się na planie reklamy batoników Bounty.

Co najważniejsze - linia brzegowa jest na tyle rozległa, że nietrudno jest znaleźć ustronne miejsce, gdzie nie ma nikogo, kto swoją obecnością mógłby zakłócić chwile, w których kontemplujemy piękno natury.

Choć nie jest to rzeczka która pojawiła się w jednej z części przygód Jamesa Bonda - Dr No, to do złudzenia ją przypomina. Do tego stopnia, iż trudno oprzeć się wrażeniu, że za chwilę wyłoni się z niej bogini w bikini - Ursula Andress z konchą w dłoni.

Nie przybyliśmy tu jednak po to, by z otwartymi ustami podziwiać piękno krajobrazu.
Nie tylko przynajmniej.

Żadne zdjęcia nie są w stanie oddać fantastycznego widoku, który kryje się u wybrzeża półwyspu, gdzie decydujemy się zejść pod wodę. Dlatego też żadnych zdjęć podwodnych nie będzie (całkiem zgrabna wymówka w sytuacji, kiedy nie dysponuje się odpowiednim sprzętem).

Z powrotem na powierzchni...

Bezkres oceanu rozciągający się tuż przed nami powoduje powstawanie romantycznych skojarzeń - co musieli czuć odkrywcy, kiedy po raz pierwszy przybijali do brzegu takiego, jak ten? Wkraczali na Terra Australis, która wtedy była dla nich Terra Incognita.

Po chwili otrząsamy się z wrażenia, jakie wywołuje monumentalność lokalnego krajobrazu, by tuż obok natknąć się na liczne przejawy życia zwierzęcego.

Różnorodne jego okazy pełzają u naszych stóp...

...wychylają się spośród gałęzi ponad naszymi głowami...

Lub, jak te kruki, strzegą swojego terytorium, powodując niezdecydowanie wśród ludzi, którzy nieświadomi mają zamiar na nie wtargnąć.

Z powrotem na polu campingowym, w dość oryginalny sposób o swojej obecności dają znać dwa misie koala, komunikując na odległość donośnym porykiwaniem.
Kiedy decyduję się złożyć wizytę jednemu z nich, ten patrzy na mnie z kompletnym niezrozumieniem. Czego tu szuka ta wielka niezgrabna małpa?


Chłopiec mierzy gigantyczne "japonki", będące wraz z utrzymanym w tej samej skali leżakiem, eksponatem wystawy Sculpture by the Sea, o której pisałem w odcinku 10 reportażu - Ocean, niebo i rzeźby.

W kuchni - Masami przygotowała okonomiyaki, czyli rodzaj japońskiego naleśnika nadziewanego różnymi dodatkami.

Tym, którym wydaje się, że znają zwyczaje kulinarne Japończyków i że sprowadzają się one przeważnie od konsumpcji sushi i sashimi, polecam...

...jajecznicę z ziemniakami i marchewką.

Niepozorna przejażdżka łódkami motorowymi po zatoce Sydney potrafi przerodzić się w szalone wyścigi...

...z elementami akrobatyki.
W tak chaotyczny sposób kończę ten odcinek, jednocześnie zapraszając na następny, w którym w poszukiwaniu nowych przygód ponownie udamy się w okolice najwyższego szczytu Austalii, do pięknych Gór Śnieżnych.
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









