
Druga wyprawa do Nowry rozpoczyna się późną nocą. Kiedy na mapie giną ostatnie punkty orientacyjne, a GPS pokazuje jedynie wąską linię leśnej drogi nasze reflektory rozpruwają aksamitną czerń nocy, co chwilę wyławiając z ciemności kontury drzew, krzewów oraz ślepia dzikich stworzeń.


Przezornie ustawiona przy drodze tablica ostrzega, by dostosować prędkość do warunków jazdy. Jak względne jest to pojęcie, przekonuję się po chwili, kiedy kierowca prowadzący wóz, w którym przyszło mi przemierzać leśne ostępy uznaje, że skoro widoczność sięga aż na kilka metrów przed samochodem, nie ma potrzeby zwalniać poniżej 80 km/h.

Niestety zdania tego nie podziela mieszkający w okolicy wombat, sympatyczne skrzyżowanie niedźwiadka koala i świnki morskiej - przedstawiciel endemicznego australijskiego gatunku z rodziny torbaczy. Wystraszony rykiem silników wybiega prosto pod koła naszego samochodu.

Reakcja kierowcy nie jest dostatecznie szybka, zwierzak ginie nie mając szans w konfrontacji z masywnym stalowym zderzakiem. Ze ściśniętym gardłem usuwamy "misia" z drogi i pokornie spuszczając głowy wracamy do samochodów.
Pobudzona adrenaliną pionierska krew australijskich kowbojów daje jednak wkrótce o sobie znać - pojawia się pomysł przyrządzenia zwierza na kolację. Na szczęście za słowami nie podążają czyny i "pochowawszy" ofiarę w przydrożnym rowie ruszamy dalej.

Po spokojnej nocy spędzonej pod rozgwieżdżonym niebem, przygotowujemy się do eksploracji terra australis.

Już za chwilę czeka nas niespodzianka w postaci bramki, której "w zeszłym roku jeszcze tu nie było". Skoro nie było jej w zeszłym roku, jakim prawem pojawia się teraz? I co myślą sobie ci samolubni leśnicy ograniczając kontakt z przyrodą przyzwoitym obywatelom?

Teren zabezpieczono w celu zminimalizowania wpływu ludzkiego czynnika na delikatny ekosystem. Są wśród nas jednak Polacy, a jak wiadomo - Polak potrafi. Przecież gdyby strażnikom leśnym naprawdę zależało na ograniczeniu ruchu kołowego, lepiej zabezpieczyliby drogę. Skoro da się objechać bramkę, znaczy - można.

Od tej chwili trwa już tylko zabawa...





Wąski korytarz o dużym nachyleniu przyprawia o gęsią skórkę. Nie poddajemy się jednak.

Nawet wraki aut należące do mniej fortunnych kierowców nie odstraszają nas od próby karkołomnego zjazdu.

Powoli, krok po kroku...

Znakomity nissan patrol i jego kierowca Robert - elektryk, po raz kolejny pokazują, że warci są siebie nawzajem.

Zapada zmrok. Przy jednym z ostrych podjazdów nissan navara wyskakuje gwałtownie w powietrze i z przeraźliwym chrzęstem upadając na przednią oś uszkadza ją wyłączając połowę napędu. Od tej chwili jego mało doświadczony kierowca ma okazję zauważyć, czym różni się napęd na cztery koła od tego tradycyjnego.

"Okaleczony" samochód nieporadnie próbuje wspinać się na kamienie, które wcześniej pokonywał bez trudu.

Aby zakończyć trasę konieczne jest holowanie na łańcuchu.

Na szczęście trasę udaje się zakończyć z niewielkimi stratami. Czym jest złamana ośka, spalona wyciągarka, czy porysowany lakier wobec radości ujarzmiania bezdroży!
Wszystkie zdjęcia za wyjątkiem oznaczonych inaczej, są własnością Autora. Wszelkie przetwarzanie oraz wykorzystywanie ich w celach komercyjnych bez zgody Autora jest zabronione.









